Właśnie otrzymałem list od Radnego, który poniżej publikuję:
Szanowni Państwo
Zwracam się z prośbą o zamieszczenie informacji w prasie , oraz na
tablicy informacyjnej:
Dnia 29.02.2012 roku w godzinach 19:00-20:00 w DK “Remiza” w Plewiskach
odbędzie się dyżur radnego Adriana Hewusza . Kontakt
a.hewusz@komorniki.pl tel. 601 470 577
Wydaje mi się, że sporty wodne są czyjąś obsesją w Naszej Gminie.
Najpierw Wójtowi marzył się “basen a nawet aquapark”, a teraz zauważyłem, że na www.komorniki.pl istniej taka ikonka przekierowująca na stronę www.gosirkomorniki.pl:
Nie mamy basenu, nie mamy aquaparku, nie mamy kąpieliska (zostało zalane w Wypalankach z uwagi na niedrożny przepust), a tu - proszę bardzo: symbolem gminnego sportu - woda!
Biuletyn Kompas - Odmowa udostępnienia informacji publicznej: wyrok WSA
Data dodania: 25 stycznia 2012, 11:00
Zgodnie z art. 3 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej, obywatele mają prawo do uzyskania informacji publicznej, w tym uzyskania informacji przetworzonej w takim zakresie, w jakim jest to szczególnie istotne dla interesu publicznego, a także prawo wglądu do dokumentów urzędowych i dostępu do posiedzeń kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów. W przywołanym przepisie użyte zostało pojęcie „interesu publicznego”, ustawa nie przesądza jednak jednoznacznie, kto i w jaki sposób powinien wykazać istnienie takiego interesu. Kontrowersji odnoszących się tego zagadnienia dotyczył wydany 24 listopada 2011 roku wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gorzowie Wielkopolskim (sygn. II SA/Go 667/11).
Orzeczenie miało związek ze sprawą mężczyzny, któremu wójt gminy G. odmówił udzielenia informacji dotyczącej zaopatrzenia urzędu gminy G. i podległych mu jednostek w opał w latach 2006–2009, w tym informacji o tym, kto realizował dostawę, o jakiej wartości, na jakiej podstawie i w jakiej formie (czy przetargowej, czy bez przetargu). Wójt argumentował, że – z uwagi na to, że żądana informacja jest informacją przetworzoną w rozumieniu przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej – niezbędnym warunkiem jej udostępnienia jest wykazanie przez wnioskodawcę uzasadniającego to interesu publicznego. Wnioskodawca wyjaśnił więc, że odbywając spotkania z mieszkańcami gminy, musiał wysłuchiwać rozmaitych plotek i pomówień na temat sposobu zakupu opału przez urząd gminy. Sam jest urzędnikiem państwowym i nie chciał dopuścić do szerzenia szkodliwych dla urzędu pogłosek – stąd wniosek o udostępnienie stosownych informacji.
W odpowiedzi wójt gminy G. wskazał, że udostępnienie żądnej informacji wymagałoby od urzędu dokonania szeregu czynności, w tym zgromadzenia materiałów, m. in. archiwalnych i dokonania ich analizy oraz sporządzenia zestawień. Jak argumentował, żaden przepis prawa nie obliguje do sporządzania zestawień czy sprawozdań w takim zakresie; informacja, jakiej udostępnienia żąda wnioskodawca, jest więc informacją przetworzoną, która wymaga od wnioskującego wykazania, że żądanie takie jest szczególnie istotne dla interesu publicznego. Nie jest „interesem publicznym” chęć położenia kresu rozprzestrzenianiu się niepopartych żadnymi faktami szkodliwych plotek. Od decyzji wójta wnioskodawca wniósł odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego uzasadniając, że nie prosił o wytworzenie informacji nowej, lecz o kserokopię posiadanych dokumentów, a więc żądana informacja była informacją prostą przekształconą, a nie przetworzoną. W związku z tym nie podlegała ograniczeniu, o którym mowa w art. 3 ustawy o dostępie do informacji publicznej. SKO utrzymało jednak w mocy zaskarżoną decyzję wójta gminy G. Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który przyznał rację skarżącemu mężczyźnie i uchylił obie decyzje: wójta i SKO. SKO wniosło skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego, a ten uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia przez WSA.
Po ponownym rozpoznaniu sprawy WSA w Gorzowie Wielkopolskim uznał, że zarówno decyzja wójta gminy G., jak i zaskarżona decyzja Samorządowego Kolegium Odwoławczego zostały wydane z naruszeniem prawa. Sąd stwierdził, że – mimo braku jednoznacznej regulacji ustawowej w tym zakresie – istnienie interesu publicznego w udostępnieniu określonej informacji publicznej powinien wykazać wnioskodawca. Jeżeli jednak tego nie zrobi, organ dysponujący żądaną informacją powinien we własnym zakresie zbadać, czy taki interes publiczny występuje. W razie ustalenia przez organ, że nie istnieje interes publiczny, ze względu na który szczególnie istotne byłoby udostępnienie informacji, powinien on wydać decyzję odmowną, szczegółowo przy tym uzasadniając podstawy nieudzielenia informacji publicznej. W rozpoznawanej sprawie natomiast organy administracji nie zbadały, czy taki interes publiczny istnieje – stąd ich decyzje były błędne.
Źródło: artykuł “Poznań: Najwięcej kradzieży samochodów w Wielkopolsce” z Głosu Wielkopolskiego
Każdego dnia w samym tylko Poznaniu giną średnio prawie trzy samochody. To najwięcej w Wielkopolsce. Najczęściej złodzieje wybierają volkswageny, ale także renaulty i bmw.
Sytuacja, choć mieszkańcy mogą nie dowierzać, według policji się poprawia.
W 2000 roku w Poznaniu i okolicach skradziono ponad 5 tys. aut, w 2005 roku - ponad 3 tys. W 2007 roku po raz pierwszy liczba kradzieży pojazdów w mieście nie przekroczyła 2 tys., w ubiegłym - po raz pierwszy spadła poniżej tysiąca.
- W całym mieście skradziono 986 pojazdów - mówi Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. Dodaje, że najczęściej auta znikały z Nowego Miasta (251 kradzieży) i Grunwaldu (247). Złodziei najbardziej interesowały volkswageny (głównie passaty i golfy), renaulty, bmw, peugeoty, seaty i audi (zwłaszcza A6).
Dotarliśmy do wykazu miejsc, w których najczęściej kradzione były samochody. Pierwsze miejsce w tej czarnej statystyce bezsprzecznie zajmują Plewiska (w 2011 roku skradziono tam 30 pojazdów), kolejne są: os. Piastowskie, Koziegłowy, os. Batorego, ul. Drużbickiego, os. Rusa, Orła Białego.
- W całym kraju auta “znikają” z dużych osiedli mieszkaniowych, zwłaszcza nowych, których mieszkańcy jeszcze nie zdążyli się poznać. Są kradzione z dużych parkingów, także w pobliżu centrów handlowych. Popołudniami, rzadziej pod osłoną nocy złodzieje wyłamują zamki i dzięki specjalnym urządzeniom błyskawicznie uruchamiają pojazdy.
W Wielkopolsce nie są notowane tak zwane kradzieży “na butelkę”. O tym nowym sposobie kradzieży informowały media z innych regionów. Złodzieje wkładali między koło a nadkole plastikową butelkę. Gdy kierowca uruchamiał auto, po chwili, zaniepokojony odgłosem kół, zatrzymywał pojazd i szedł sprawdzić co się stało. Nie wyłączał silnika, nie wyciągał kluczyków ze stacyjki. W tym czasie złodziej wskakiwał do auta i odjeżdżał. To metoda podobna przypominająca tę “na stłuczkę” stosowaną jakieś 10 lat temu.
- Od dawna u nas czegoś takiego nie było - komentują kryminalni, którzy specjalizują się w zwalczaniu przestępczości samochodowej. I dodają, że kradzione auta najczęściej rozbierane są na części i sprzedawane w kawałkach. - Znajdujemy je później w dziuplach, warsztatach, na kiermaszu części oraz w Internecie - dodają.
Wiosną ubiegłego roku wspólnie z kolegami z Niemiec policjanci sprawdzili akcesoria sprzedawane na kiermaszu w Przeźmierowie. Znaleźli części od ponad 20 pojazdów skradzionych na terenie Niemiec, Austrii i Holandii i od 3 skradzionych w Polsce. Sprawdzili także komisy samochodowe. W jednym z nich odkryli trzy luksusowe samochody, mogące pochodzić z przestępstw. Jesienią w ręce policjantów z Poznania wpadli złodzieje samochodów, mechanicy demontujący auta na części i handlarze z podpoznańskiej giełdy. Podczas przeszukania znaleziono u nich sterowniki i komputery z kradzionych samochodów. Zlikwidowano wtedy również trzy dziuple, w których demontowano auta. M.in. dzięki takim akcjom jest trochę lepiej, ale nie idealnie. Dlatego zwalczanie przestępczości samochodowej nadal ma być priorytetem poznańskiej policji.
Dzisiaj otrzymałem maila od nijakiego aureolus’a, zatytułowanego “Wolność słowa!!”, a zawierającego poniższą grafikę zatytułowaną “hipokryta”:
Przypomnę, że to nie jest już Blog Społecznościowy, tylko Serwis INFORMACYJNY,
Dla mnie więc gościu na rysunku z palca strzela “jak kulą w płot”.
Prosta zasada:
- najpierw zdobywamy informacje “co i jak”,
- potem je analizujemy
- i dopiero na końcu - artykułujemy na ich temat swoje zdanie
I jeszcze jedno: zmiana formuły serwisu (z blogu społecznościowego na serwis informacyjny) nastąpiła na wyraźną prośbę jednej z moich interlokutorek (nijakiej “brodki”).
Jestem mieszanką Komornik od dwóch lat i bardzo ucieszyłam się, że powstała taka inicjatywa jak blog i nowa gazeta, która w swoich głównych założeniach miała opisywać wydarzenia z gminy i służyć tworzeniu społeczności lokalnej, co tak ważne jest w dzisiejszych czasach znieczulicy, obojętności i powszechnej anonimowości. Co ważne, nowe pismo miało się różnić od dotychczasowych Nowin Komornickich, pisma całkowicie podległego władzom gminy, poza tym często po prostu nudnemu i nieciekawemu (przedruki uchwał Rady Gminy, relacja z uroczystości w przedszkolach i itp.)
Tak podbudowana nową inicjatywą zaczęłam czytać… Jednak z numeru na numer, z miesiąca na miesiąc jestem coraz bardziej rozczarowana. Po pierwsze, strona stylistyczno-gramatyczna prezentowanych tekstów: jako filolog z wykształcenia jestem bardzo wrażliwa na stronę poprawności językowej słowa pisanego. Czytam KK, a tu literówka za literówką, błędy gramatyczne, ortograficzne, powtórzenia… Poza tym teksty zawierają bardzo dużo kolokwializmów charakterystycznych dla języka mówionego, natomiast w formie zapisanej wypowiedź taka jest często ciężka i sztuczna. Poza tym, jak sam Pan Redaktor przyznaje, wiele tekstów to spisane z dyktafonu wypowiedzi poszczególnych osób. Tekst taki przelany na papier staje się trudny do zrozumienia; ciężko wyłapać jest sens wypowiedzi.
Nie twierdzę tu, Broń Boże, iż artykuły w KK powinny być pisane językiem naukowym, wyszukanym. Język powinien być prosty, zrozumiały, ale POPRAWNY! Przecież jednym z zadań prasy jest szerzenie kultury mowy ojczystej, a co za tym idzie, obowiązkiem wydawcy jest korekta redaktorska zamieszczanych tekstów (a wzmiankę takową znajdujemy w stopce redakcyjnej KK).
Kolejny temat, chyba bardziej kontrowersyjny, to merytoryczna strona artykułów w KK oraz wpisów w serwisie internetowym. Rozumiem, iż pismo oraz serwis mają być niezależne, patrzeć władzy na ręce, komentować bieżące wydarzenia. Niestety, mam wrażenie, że serwis i KK mają obecnie za zadanie krytykę za wszelką cenę. Prawie każdy artykuł to złośliwy paszkwil. Wypowiedzi indagowanych w wywiadach osób są za każdym razem ironicznie komentowane. Każde zdanie wypowiadane przeciw głównym ideom Redaktora/Admina jest traktowana jako wrogie (obawiam się, że słowa, które piszę również). Odniosę się tu do ostatniego, styczniowego numeru KK. Czemu miało służyć zamieszczanie nieautoryzowanej wypowiedzi Pani Bibliotekarki z Komornik, mimo, iż tego sobie nie życzyła, a zamiast znów spisanej z dyktafonu, a przez to uciążliwej w czytaniu wypowiedzi zaproponowała zwięzłe i poprawne streszczenie? Czysta złośliwość czy potrzeba wypełnienia pustych szpalt pisma? Czyżby też KK miał stać się jedynie miejscem, gdzie sfrustrowani życiem ludzie wylewają swoje żale, jak cytowany (znów dyktafon!) mieszkaniec Szreniawy, którego największym problemem życiowym jest umiejscowienie „pod górkę” Ośrodka Zdrowia i UG?
Jeśli chodzi o serwis internetowy, jestem zdumiona sposobem pozyskiwania informacji poprzez nagrywanie wypowiedzi osób na dyktafon, a potem zamieszczanie nagrań na serwisie, nagrań, gdzie zdenerwowane, zestresowane kolejną wizytą Pana Redaktora osoby wypraszają go, bo wiedzą, że będą przez niego nękane, co niestety jest faktem. Niestety, Panie Redaktorze/Adminie, jeśli nadal będzie Pan tak postępował, ukrycie nagrywał spotkania, prowokował w nich osoby do emocjonalnych, a przez to nie zawsze grzecznych wypowiedzi, a w serwisie oraz piśmie zamieszczał same złośliwe komentarze, straci Pan dostęp do jakichkolwiek informacji potrzebnych do prowadzenia obu mediów. W UG nie dowie się Pan nic o planowanych akcjach promocji gminy, o inwestycjach czy sposobach rozwiązania lokalnych problemów, w Bibliotece Gminnej nie dowie się Pan już nic o czytelnictwie, a obawiam się także, iż zwykli ludzie zapytani na ulicy nie będą z Panem rozmawiać, bojąc się sławetnego dyktafonu i wyśmiania w piśmie czy sieci. W ten sposób i gazeta i serwis stracą swoich czytelników i umrą śmiercią smutną i nudną…. Czy warto?
Ps. Planowałam zamieścić ten tekst w serwisie, by również inni czytelnicy mogli się na ten temat wypowiedzieć, jednak widzę, że faktycznie zablokował Pan możliwość dodawania komentarzy. Tak więc jeszcze raz pytam – czy warto?
Pozdrawiam,
Komorniczanka
ODPOWIEDŹ:
Witam serdecznie
1) Dziękuję za maila i zapewniam, że podjąłem już kroki, by naświetlone przez Panią niedociągnięcia zlikwidować.
2) Ubolewa Pani nad anonimowością, a sama tu niestety występuje anonimowo
3) Ja teksty zwykle puszczam bez zbytnich komentarzy (same świadczą za siebie), a jatkę (podobnie jak to ma miejsce na mp3-kach) wszczynają i podtrzymują moi interlokutorzy (i przy tym - co znamienne - zwykle jest ona pozamerytoryczna). Aby już do niej nie dopuszczać - zablokowałem możliwość komentowania. Tym niemniej Pani tekst (i niniejszy mój) publikuję na www.komorniki.info.
Art. 61. Konstytucji RP: Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne.
Kodeks Karny z dnia 6 czerwca 1997 r.:
Art. 115.
§ 13. Funkcjonariuszem publicznym jest:
1) Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej,
2) poseł, senator, radny,
Ustawa o samorządach lokalnych
Art. 11b.
1. Działalność organów gminy jest jawna. Ograniczenia jawności mogą wynikać wyłącznie z ustaw.
2. Jawność działania organów gminy obejmuje w szczególności prawo obywateli do uzyskiwania informacji, wstępu na sesje rady gminy i posiedzenia jej komisji, a także dostępu do dokumentów wynikających z wykonywania zadań publicznych, w tym protokołów posiedzeń organów gminy i komisji rady gminy.
Osoba publiczna - osoba, która wykonuje funkcje publiczne lub przez inną swoją działalność zawodową, gospodarczą, społeczną, polityczną, kulturalną itp. wpływa znacząco na funkcjonowanie społeczeństwa, przeciwieństwo osoby prywatnej.
Zgodnie z aktualnym stanem prawnym, dopuszczalne jest w Polsce fotografowanie, nagrywanie i filmowanie (utrwalanie wizerunku) osób pełniących funkcje publiczne , a także jego rozpowszechnianie.
Podstawowe informacje o prawach obywateli i obowiązkach osób publicznych,
dedykuję p. Dorocie Trocha.
Padały tam różne głosy, wśród nich m.in.: “To jest prywatne spotkanie i my się na nim spotykamy prywatnie, oczywiście“.
Postanowiłem to sprawdzić. Dzisiaj zadzwoniłem do pana Zenona Guzka i zapytałem się go co to było za spotkanie. Odpowiedział mi, że było to posiedzenie Rady Sołeckiej (a więc bynajmniej nie prywatne).
Albo więc jeden z członków Rady Sołeckiej Plewisk sam nie wie gdzie jest (to źle! czyżby już skleroza?) albo celowo próbował wprowadzić mnie w błąd (to też nieładnie!). Ludzie ci deklarowali się jako katolicy i dziwili się mnie że ja nim jestem. Ja zaś się dziwię, ze oni obnoszą się tym, że nimi są, jeśli w ten sposób się zachowują.
Jak doniósł mi jeden z moich informatorów, w środę stojąc w kolejce do kasy w jednym ze sklepów w Gminie, usłyszał jak inni rozmawiają między sobą: “słyszałeś, że Lapis zlikwidował możliwość dodawania komentarzy na Blogu?!”
Z dniem dzisiejszym w Naszym Serwisie rusza szereg zmian.
Po pierwsze zmienia się jego formuła z Blogu Społecznościowego na Serwis Informacyjny.
W parze z tym stosownie zmieniają się jego nazwa oraz funkcjonalność.
Dotychczas poczynione zmiany - to dopiero namiastka tych które czekają nas niebawem.
W zeszły piątek w Remizie o 16:30 miało odbyć się spotkanie Rady Sołeckiej w Plewiskach. Udałem się na nie jako dziennikarz. O tym jak zostałem przyjęty i jakie to miało konsekwencje możesz się przekonać odsłuchując poniższe nagranie:
Na początku najpierw na mnie (który usiadłem sobie cichutko na boku) najechano, potem niektórzy mówili, że to wcale nie zebranie Rady Sołeckiej, tylko spotkanie towarzyskie (dobre sobie!), następnie jeden z mieszkańców użył względem mnie groźby karalnej (znam jego imię i nazwisko /choć przedstawił się zgoła inaczej!/, a sprawa będzie miała dalsze konsekwencje prawne), a na koniec wszyscy sobie poszli i spotkanie się nie odbyło. Przestraszyli się prasy! Ciekawe co mieli do ukrycia?!
Przypuszczam, że spotkanie Rady Sołeckiej odbyło się następnego dnia (w sobotę) w warunkach konspiracyjnych.
Serwis www.komorniki.info ma charakter społecznościowy - wpisy i komentarze każdy może umieszczać sam, jednak zachowując NETYKIETĘ i zważając na fakt że serwis jest MODEROWANY (wszelkie ewidentne naruszenia polskiego prawa będą zgłaszane na Policję).